Rynek pracownika – co on w zasadzie oznacza?

„Rynek pracownika” – sformułowanie, którym dziś niezmiernie często żongluje się w branży HR, aby udowodnić swoje racje. Zacznijmy od tego, co tak naprawdę rynek pracownika oznaczać powinien.

Mając do czynienia z idylliczną
definicją rynku pracownika,
nasza rzeczywistość wyglądałaby tak:

  • Pracownicy wybieraliby na podstawie jakiej umowy chcą pracować.
    Rzeczywistość: Niestety, jak wszyscy wiemy, umowa o pracę na czas niekreślony jest nadal czymś w rodzaju świętego Graala. Rośnie zatrudnienie na podstawie umowy B2B, sami pracodawcy preferują rozliczanie z pracownikiem w oparciu o fakturę. Nie wspominamy już o olbrzymiej liczbie osób pracujących na podstawie umów cywilno-prawnych, potocznie zwanych „śmieciówkami”.
  • Rotacja na stanowiskach specjalistycznych znacząco by spadała. Jeżeli mamy do czynienia z rynkiem pracownika, to pracodawcy dwoiliby się i troili aby dobrego specjalistę zatrzymać. Konkurencja z kolei podwyższałaby płace, aby daną osobę „wykupić”.
    Rzeczywistość: Mimo, iż wciąż spotykamy się nie z walką o pracownika, to nie działa ona często tak jak działać powinna. Rotacja na stanowiskach jest zbyt duża, aby pracodawcy „walczyli” o utrzymanie konkretnej osoby. Co do konkurencji, nadal niestety specjaliści spotykają się z ogłoszeniami wysyłanymi „przypadkowo”, czyli trafiającymi do wszystkich, nawet do osób, których profil odpowiada wymaganiom na dane stanowisko tylko w dziesięciu procentach.
  • Zarobki nieustannie by wzrastały, pojawiałby się nowe studia kierunkowe, a poziom bezrobocia by spadał.
    Rzeczywistość: przy tym punkcie się zgadzamy. Patrząc na rynek pracy w ostatnich latach, nie sposób nie zauważyć wzrostu płacy minimalnej czy spadku bezrobocia. Jest to jednak tendencja obecna od lat, za którą idą w ślad rosnące ceny artykułów spożywczych, biletów komunikacyjnych i kosztów utrzymania się (zwłaszcza w dużych miastach).

Jak więc wygląda
obecny „rynek pracownika”?

Na wstępie zaznaczymy, że odniesiemy się wyłącznie do „naszej branży”, czyli Digitalu. Walka o pracownika jest, owszem, ale ciężko ją zauważyć na wsiach i w małych miasteczkach. Można się pokusić o stwierdzenie, że rynek pracownika istnieje, ale wyłącznie w miejskich aglomeracjach. Są branże i zawody, w których bardzo łatwo o pracę (np. wysoko wykwalifikowani programiści) ale są także te nisze rynkowe, w których trudniej się przebić. Dlaczego więc, pomimo rosnącego zapotrzebowania, dużej ilości kursów oraz możliwości rozwoju i nauki, nadal cierpimy na niedobór kompetentnych pracowników? Odpowiedź jest zawarta właśnie w tym zdaniu. W ślad za rosnącą cyfryzacją społeczeństwa idzie rosnący odsetek ludzi, którzy nazywają się „specjalistami” po jednym czy dwóch ukończonych kursach. Niestety – patrząc na luki w branży developerskiej, znalezienie dobrego programisty jest niezwykle trudne. Oczywiście aplikacji dostajemy bardzo dużo, jednak, wymagając poziomu seniorskiego, ¾ aplikantów okazuje się być „szybko uczącymi się” juniorami.

Absolutnie nie mamy na celu dyskwalifikowania osób z mniejszymi umiejętnościami czy mniej obszernym portfolio – zwracamy jedynie uwagę na pewien problem w nazewnictwie. Digital jest młodą branżą – dlatego też rzeczywiste umiejętności specjalistów bywają trudne do zweryfikowania. Przedrostki junior, mid, senior nie mają konkretnego, weryfikowalnego zestawu umiejętności.

Charakter pracy a wpływ
na rynek pracownika.

Tu warto przytoczyć pewne zmiany, które objęły całość branży. W ostatnich latach rośnie odsetek ludzi pracujących zdalnie. Duże grono pracodawców jest w stanie zgodzić się na taki układ, jeżeli dzięki niemu zyska dobrego pracownika, nie mówiąc już o tym, że przy pracy zdalnej koszt stanowiska jest o wiele niższy. Przedsiębiorcy też prześcigają się w tworzeniu nowych benefitów pozapłacowych, aby przyciągnąć nowych kandydatów do swojej firmy. Kilka lat temu, karta na siłownię była rzadkością, obecnie mamy służbowe sprzęty, owocowe piątki, bilety do kina, kupony zniżkowe, pokoje relaksu, darmowe masaże w godzinach pracy czy konsole do gier „na odstresowanie”. Dlatego też cenieni specjaliści mogą do woli wybierać w ofertach pracy, co niestety nie tyczy się już młodszych pracowników.

Warto także zauważyć zmiany w samej charakterystyce naszej branży. Rosnący poziom świadomości społecznej dotyczącej nowych mediów, rosnąca cyfryzacja, prawie cały kraj w zasięgu sieci LTE – obecnie media cyfrowe są tym, bez czego nasze społeczeństwo nie umie przetrwać. Prosty przykład: kto z was, chcąc dojechać w nowe miejsce wyjmuje ze schowka mapę, a kto odpala GPSa? A przecież aplikacje takie jak „Yanosik” czy nawet Google Maps ktoś musiał zaprojektować, zaprogramować i wypromować. Zapotrzebowanie na „pracę w internecie” nieustannie wzrasta, wraz z rozwojem technologii. Web developerzy, Graficy, Back end developerzy, Specjaliści SEM – teraz nawet sektor MŚP coraz więcej inwestuje w zaistnienie w sieci – od strony www, poprzez reklamę, handel - commerce, czy Pozycjonowanie. Software house’y i agencje interaktywne wyrastają jak przysłowiowe „grzyby po deszczu”, tworząc miejsca pracy.

A więc: Czy w branży digitalowej
obserwujemy rynek pracownika?
Nie do końca.

Bardzo wielu kandydatów, mając też świadomość, że są „potrzebni” przyjmuje postawę roszczeniową. Reprezentują podejście typowo wymagające. Nie czytanie ogłoszeń, nie podsyłanie żadnej informacji o sobie to standard. Rekordzista w aplikacji napisał „jestem zainteresowany pracą” – nawet nie dołączając CV ani numeru telefonu :)

Reasumując – obecnie rynkiem pracownika mogą się cieszyć jedynie osoby, które już mają wyrobioną pewną pozycję, staż zawodowy czy poparte projektami umiejętności. Oni rzeczywiście mogą przebierać w ofertach, a pracodawcy będą o nich walczyć. Jednak w przypadku osób początkujących i średnio zaawansowanych, sytuacja się odwraca. Juniorzy walczą o dobre stanowisko, zaniżają stawki, wiedząc, że konkurencja jest ogromna. Czy taką sytuację możemy nazwać „rynkiem pracownika”?

Aby tak zwany rynek pracownika miał rację bytu, potrzebne są zmiany z po obu stronach. Uważamy, że rynek pracownika, działający sprawnie, to miejsce w którym spotykają się pracodawcy o konkretnych wymaganiach ze specjalistami o pożądanych umiejętnościach. Kluczem jest tu profesjonalne podejście do stanowiska. Każdą firmę budują ludzie – więc praca danego kandydata przynosi zysk firmie, a więc warto o taką osobę „walczyć”. Warto także zwracać uwagę pracodawców na osoby początkujące w branży – zatrudniając juniora, poszerzając jego wiedzę oraz wytyczając mu jasną ścieżkę rozwoju, możemy zyskać bardzo wysoko wykwalifikowanego i lojalnego pracownika, wymaga to jednak czasu i wysiłku. O tym, jak pracować z zespołem IT pisaliśmy także tutaj – zapraszamy do lektury. Wierzymy, że dzięki pewnym zmianom, zarówno po stronie pracodawców i pracowników, rynek pracy IT może wiele zyskać.

Zobacz również